Aktualności

Nareszcie

Po dwóch latach pisowskich nieudolnych i demolujących nasz kraj rządów, po dwóch latach dość ograniczonych i krótkotrwałych protestów, które niewiele osiągały (wyjątkiem był czarny protest kobiet) tym razem protesty mają zupełny inny zasięg i skalę. Można zaryzykować chyba słowo – nareszcie. Marsze przeciwników łamania demokracji od placu na Rozdrożu do placu Piłsudskiego, protesty pod sejmem, Trybunałem Konstytucyjnym czy pałacem p. Dudy, ograniczone w czasie, często bez konkretnego żądania były oczywiście dla PiS-u nieprzyjemne, ale politycy i propagandyści tej partii nauczyli się z nimi żyć. Paradoksalnie nawet umożliwiały propagandystom twierdzenie, że przecież w Polsce jest demokracja, każdy może protestować, zupełnie jak na Zachodzie. To oczywiście było kłamstwo, bo na Zachodzie władza dyskutuje z protestującymi przede wszystkim w parlamencie, a w pisowskiej Polsce są oni obrzucani obelgami, natomiast parlament jest instytucją martwą, z której władza przeniosła się do komitetu centralnego PiS, który dyskutuje jedynie sam ze sobą. Ale po dwóch latach wydawało się, że protesty nie są groźne dla władzy.

Tym razem po raz pierwszy jest inaczej. Protesty są masowe, trwają już tydzień i biorą w nich udział setki tysięcy ludzi w całym kraju, także na prowincji, a przede wszystkim są to ludzie młodzi. Mamy wreszcie wymarzone i konieczne do pokonania monopartyjnej dyktatury przebudzenie obywatelskie. Mamy całkowitą odporność na pisowską i rydzykową propagandę, na cały ten bełkot, który wydawać się mogło w jakiś niepojęty sposób przemawiał do tak dużej liczby przede wszystkim młodych ludzi, że Kaczyński i jego klika wydawali się niezagrożeni. To już nie partie polityczne i znani politycy przejęli protesty, chociaż na początku byli to ludzie głównie KOD-u, Obywateli RP, Nowoczesnej, lewicy i PO organizowali i nadawali impuls protestom, ale zupełnie nowi, młodzi nie pamiętający PRL-u, Solidarności i dawnych sporów ludzie zbierają się codziennie, aby bronić sądów, a przede wszystkim wolności. To jest walka oczywiście o nieoddawania sądów Kaczyńskiemu i Ziobrze, ale przede wszystkim to jest walka o Wolną Polskę. To jest kontynuowanie tej samej walki, którą prowadzili ludzie w Polsce Ludowej, przede wszystkim poprzez opozycję demokratyczną wielki ruch społeczny Solidarność (niemający nic wspólnego z atrapą i pisowską przybudówką karykaturą tamtego Związku kierowaną przez Piotra Dudę będącego wszystkim tylko nie bojownikiem o prawa obywatelskie). Przemawiałem kilka razy do tłumów przed sejmem i zawsze bardzo dziękowałem wszystkim za poświęcenie, wytrwałość, odwagę, za walkę o Polskę bojąc się, że ta walka zaraz się skończy, że jeszcze raz oni zwyciężą. Dziś już widać, że pisowska dyktatura tej walki nie wygra. Między innymi dzięki takim bohaterom jak jeden człowiek protestujący przed sądem w Sierpcu (już nie jest jeden), jak bohaterska rodzina protestująca sama w Grodzisku, jak ci osamotnieni, którzy protestują w otoczeniu oszukanych okłamanych niestety także przez Kościół ludzi, którzy jeszcze nie rozumieją, że bronimy także ich wolności i praw.

Propaganda PiS-u jest dokładną kalką propagandy PRL-owskiej tylko znacznie obrzydliwszą i głupszą. Błaszczak mówiący o „spacerowiczach”, Kaczyński o „zdradzieckich mordach i kanaliach”, sen. Bonkowski o „bolszewikach, łotrach, ubeckich wdowach”, dr hab. UMCS Górak wzywający, aby „strzelać do tego bydła”, jedna posłanka mówiąca, że „będą siedzieć” i spiker reżimowej telewizji zapewniający, że chodzi o „sprowadzenie do Polski islamistów”. To jest utrata kontaktu z rzeczywistością i jakieś niepojęte zaślepienie nienawiścią. Nienawiścią, którą widzieliśmy w małych oczkach Kaczyńskiego i już chyba mało kto ma złudzenia po co mają być zależne do PiS-u sądy i kogo Kaczyński chce zamykać do więzień. To dobrze, że Kaczyński pokazał swoją prawdziwą twarz i może dlatego młodzi ludzie wyszli na ulice bo bronią się przed sprawowaniem dyktatorskiej władzy przez osobnika niestabilnego psychicznie.

Okazało się jednak, że p. Duda w istotnym stopniu pisowskie pomysły zawetował. To oznacza konflikt w PiSie, klęskę Kaczyńskiego i upokorzenie p. Szydło („nie cofniemy się ani o krok”). To oznacza ogromny sukces młodych ludzi, od których zależy, czy uznają, że osiągnęli swój cel i obronili niezależność sądów, czy też będą walczyć dalej pod hasłem – „Dość PiSu!”. Walczyć aż przestanie demolować nasz kraj grupa ludzi łapczywa na władzę, pieniądze i stanowiska. Walka o Polskę moim zdaniem się nie kończy, a raczej zaczyna i w tej walce o przyszłość naszej Ojczyzny decydującą rolę odegrają młodzi ludzie, którzy dziś mają swój wielki dzień.

0