Aktualności

Podła zmiana przegrała w Holandii

W Holandii liberalna Partia Ludowa Marka Rutte wygrała z nacjonalistyczną Partią Wolności Geerta Wildersa, co oznacza utrzymanie władzy przez konserwatywno-liberalną koalicję, a przede wszystkim powstrzymanie fali nacjonalizmu i populizmu. Mówiąc prościej i bardziej zrozumiale, podła zmiana przegrała w Holandii. Wilders to taka krzyżówka Kaczyńskiego z ONR-em i Korwinem, a jego partia odwoływała się do tych samych najgorszych prymitywnych odruchów, co PiS jak m. in. nienawiść do cudzoziemców, obcokrajowców, innych, demagogii socjalnej, pustych obietnic, wrogości wobec Unii Europejskiej i liberalnej kultury oraz swobód obywatelskich, czyniąc z kłamstwa i nienawiści podstawy swojego „programu”. Po serii klęsk jak zwycięstwo nacjonalistów w Polsce, brexit, zwycięstwo populisty Trumpa, wygląda na to, że sytuacja się poprawia – Tusk miażdżąco wygrał z pisowską nienawiścią (27:1, a właściwie do zera, bo trudno liczyć głos p. Szydło jako równorzędny) i teraz zwycięstwo rozsądku i przyzwoitości nad głupotą i podłością. We wszystkich komentarzach po klęsce nacjonalistów Holandii, oczywiście z wyjątkiem ich zwolenników, przebija radość i nadzieja, że być może udało się powstrzymać podłą zmianę w Europie, a tym samym ocalić Unię, wolność, demokrację, pokój i dobrobyt na naszym kontynencie. Dla nas w Polsce zmagających się z pisowską dyktaturą, za którą idzie zagrożenie naszego rozwoju i wolności, a w dalszej perspektywie także niepodległości rodzi się nadzieja na europejską pomoc w tej walce, na większą śmiałość Unii w walce z reżimami dyktatorskimi, na przypomnienie p. Kaczyńskiemu, że Unia to nie tylko, a nawet nie przede wszystkim wspólny rynek, ale wspólnota demokratycznych państw, rodzina wolnych narodów, w której nie ma miejsce dla dyktatur. Jeśli Kaczyński z tym się nie pogodzi i będzie chciał wyprowadzić nasz kraj z Unii, to będzie oznaczało jego koniec. Pytanie jedynie czy w stylu Janukowycza, czy przy pomocy kartki wyborczej? Liczę jednak na wielką zaradność PiS-u w obszarze wyborczym.

I jeszcze informacja towarzysząca – rośnie fala pisowskiego nieuctwa. Po stwierdzeniu p. Waszczykowskiego, że Pan Bóg stworzył świat w 7 dni (dotychczas według Tradycji w 6 dni, a siódmego odpoczywał, stąd niedziela), warto wrócić do stwierdzenia Kaczyńskiego o wypowiedzi de Gaulle’a o „partii zewnętrznej”. Jest to wypowiedź albo nieistniejąca, albo szerzej nieznana (może mówił to do Kaczyńskiego?) o partii zewnętrznej i wewnętrznej pisał George Orwell w znanej książce „Rok 1984″, a to jednak nie to samo.

 

Wielu komentatorów sytuacji w Europie twierdzi, że w Holandii mieliśmy ćwierćfinał, we Francji (zagrożeniem jest p. Le Pen) będzie półfinał, a jesienią w Niemczech finał. Nie podzielam tej dowcipnej i sugestywnej opinii. Istotnie wybory we Francji mają duże znaczenie, bo trudno wyobrazić sobie Unię bez Francji, ale szanse na prezydenturę nacjonalistki Le Pen są żadne. Natomiast w Niemczech wybory rozstrzygną się pomiędzy Angelą Merkel z CDU/CSU i Martinem Schultzem z SPD, a więc dwoma kandydatami bardzo prounijnymi i propolskimi. Elegancko by było, gdyby tak zasłużona dla stabilności w Europie, przyjaciółka Polski kanclerz Angela Merkel zwyciężyła, ale Martin Schultz jest także przyjacielem Polski, udowodnił swoją pełną odporność na pisowskie kłamstwa i nie jest wcale pewne, czy z punktu widzenia demokracji w Polsce i przeciwstawiania się fali nacjonalizmu i populizmu nie byłby lepszym kanclerzem. W każdym razie w przypadku Niemiec mamy do czynienia z obydwoma dobrymi kandydatami i wybory w tym kraju, przynajmniej na razie, możemy obserwować ze spokojem.

0